Plan, ale nie scenariusz
Dla mnie nurkowanie zawsze wiązało się z podróżą, przygodą i kulturą. Mój pierwszy kontakt z nurkowaniem to spontaniczny zapis na kurs Open Water w nadmorskim kurorcie na Dominikanie — i od tamtej pory nurkowałam oraz podróżowałam w ponad dziesięciu krajach.
Każda podróż zostawiła we mnie wyraźny ślad — wspomnienia nie tylko spod powierzchni wody, ale też ze spotkań z lokalnymi społecznościami, innymi podróżnikami i obsługą centrów nurkowych. Nurkowanie nauczyło mnie pewnego podejścia do podróżowania, które kształtuje to, jak postrzegam świat.
Niełatwo jest wykroić strach z naszego umysłu, ale spokojne, dobrze przygotowane nastawienie to najbezpieczniejsze podejście do nurkowania. To jednak nie oznacza braku kompetencji — i to samo dotyczy podróżowania oraz zarządzania ryzykiem. Nie jest ani „otwartą”, ani „wolnomyślną” postawą spacerowanie samotnie nocą po nieznanej, podejrzanej okolicy bez wcześniejszego sprawdzenia miejsca — i takie samo nastawienie obowiązuje w nurkowaniu.
Czytaj dalej
Kolejna złota zasada: to, z kim nurkujesz lub podróżujesz, ma ogromne znaczenie — nie tylko dla Twojego bezpieczeństwa, ale i dla ogólnej przyjemności z wyprawy. W podróży i w nurkowaniu właśnie to czyni przygodę możliwą.
Plan, ale nie sztywny scenariusz
Tak jak przy nurkowaniu, przygotowuję więc „plan podróży”, który obejmuje podstawy — bezpieczeństwo, miejsce, sprzęt, ludzi — ale nie planuję wszystkiego co do szczegółu. Chcę zachować otwarty umysł, by móc wpuścić do siebie spostrzegawczy wgląd: zauważyć coś ciekawego w otoczeniu i nawiązać kontakt z „innym”.
Mimo różnic w tym, jak ludzie robią różne rzeczy — jak się ubierają, jak organizują codzienność — zauważyłam, że z pozornym „innym” łączy nas bardzo wiele. Najbardziej widoczna jest wspólna umiejętność doceniania piękna i radości dzieci oraz wspólne zrozumienie potrzeby ochrony społeczności.
Zwykle nie zajmuje mi dużo czasu, by w nowym miejscu zorientować się, kto jest liderem społeczności — bo tacy ludzie zawsze bacznie obserwują, kto przyjeżdża do ich miasteczka. Czasem wychodzi z tego coś zabawnego. Podczas pobytu w tradycyjnej, w większości muzułmańskiej społeczności w odległej wiosce na Zanzibarze nieopatrznie zapomniałam o własnej zasadzie, by założyć koszulę z długim rękawem, i przeszłam przez wioskę do swojego domu w koszulce na ramiączkach — eksponując tatuaż żółwia na ramieniu. Pomyślałam sobie: ale ze mnie głupek — nie dość, że jestem jedyną białą osobą w miasteczku, to jeszcze obnoszę się z czymś, co kulturowo nie do końca pasuje.
Uszło mi to płazem — pewnie dlatego, że społeczność jest nieco bardziej wyrozumiała wobec ekipy turystyki nurkowej. Usłyszałam nawet kilka żartów od miejscowych rybaków, że wyglądam na bardzo twardą — co, oczywiście, mnie rozśmieszyło, ale w dobrym sensie. Niektóre kulturowe potknięcia da się wybaczyć, jeśli zachowasz pozytywne i pełne szacunku nastawienie wobec miejscowych; to oni będą Twoim największym źródłem bezpieczeństwa i radości w swoim mieście.
Liczy się, jak się pokazujemy
Jako instruktorka nurkowania nauczyłam się też, że sposób, w jaki się prezentujemy, ma znaczenie — bo profesjonaliści nurkowi wyznaczają standardy bezpieczeństwa i przyjemności wokół całej aktywności nurkowej. Liczy się to ogromnie — nie tylko dla nas jako jednostek, ale dla całej społeczności nurkowej. Pozostawienie dobrego wrażenia w społeczności otwiera drzwi do kolejnych nurkowań i bardziej przyjaznej turystyki.
Jeśli więc jesteś nurkiem, pamiętaj: pod wodą i na powierzchni zostawiamy po sobie wyłącznie przyjazne bąbelki — żadnych śmieci — tak byśmy razem mogli budować przyjazną, zrównoważoną społeczność nurkową na pokolenia.